Nigdy nie szukałam muzyki Basi Bulat, ktoś mi ją po prostu ukazał. To jest taki przypadek muzyka, który wprawia mnie w jakiś niem podziw, zachwyt, nie wiem jak to nazwać. Lubię tych, którzy łamią stereotyp song-writera introwertyka - ot, zwykła moja ludzka wrażliwość. Nie wiem, doprawdy nie wiem, skąd biorą się tacy ludzie. Nie doszukałam się nigdzie wiarygodnego stwierdzenia, czy Basia ma polskie pochodzenie, czy nie - w każdym razie mieszka i tworzy za Atlantykiem. Dziewczyna niewątpliwie ma talent muzyczny. Śpiewa tak ciepłym głosem, tak miękkim, że człowiekowi od razu robi się przyjemnie. To jeszcze nic: gra na pianinie, gitarze, flecie, saksofonie, ukulele, banjo i autoharfie. Wszystko to układa się w kompozycję przyjazną, folkowo-soulową, brzmiącą dobrze także w wersji unplugged. W ogóle, jeśli ktoś będzie miał okazję zobaczyć Basię (mówię tu o nagraniach, chociaż właściwie to marzy mi się jaki koncert - jakoś do Polski jej zupełnie nie po drodze), to zdecydowanie polecam - ma w sobie jakiś urzekający i niewytłumaczalny wdzięk. Jej ostatni album to wydany w zeszłym roku Heart of my own. To jej trzeci pełnometrażowy krążek. Co tu dużo gadać, brzmi bardzo przekonująco. Z wymienionych wyżej instrumentów, nie ma tam chyba tylko saksofonu. Aby przekonać, zamieszczam poniżej link do nagrania kawałka The shore dla francuskiego serwisu Le hiboo (dodaję do sznurków obok), właśnie z tej płyty. Wpasował mi się idealnie w melancholijny nastrój ostatniej soboty karnawału. No i ładnie widać na nim, jak Basia gra na swojej magicznej autoharfie. Miłego odsłuchu. :)5 marca 2011
magiczne dźwięki instrumentów wróżki z bajki
Nigdy nie szukałam muzyki Basi Bulat, ktoś mi ją po prostu ukazał. To jest taki przypadek muzyka, który wprawia mnie w jakiś niem podziw, zachwyt, nie wiem jak to nazwać. Lubię tych, którzy łamią stereotyp song-writera introwertyka - ot, zwykła moja ludzka wrażliwość. Nie wiem, doprawdy nie wiem, skąd biorą się tacy ludzie. Nie doszukałam się nigdzie wiarygodnego stwierdzenia, czy Basia ma polskie pochodzenie, czy nie - w każdym razie mieszka i tworzy za Atlantykiem. Dziewczyna niewątpliwie ma talent muzyczny. Śpiewa tak ciepłym głosem, tak miękkim, że człowiekowi od razu robi się przyjemnie. To jeszcze nic: gra na pianinie, gitarze, flecie, saksofonie, ukulele, banjo i autoharfie. Wszystko to układa się w kompozycję przyjazną, folkowo-soulową, brzmiącą dobrze także w wersji unplugged. W ogóle, jeśli ktoś będzie miał okazję zobaczyć Basię (mówię tu o nagraniach, chociaż właściwie to marzy mi się jaki koncert - jakoś do Polski jej zupełnie nie po drodze), to zdecydowanie polecam - ma w sobie jakiś urzekający i niewytłumaczalny wdzięk. Jej ostatni album to wydany w zeszłym roku Heart of my own. To jej trzeci pełnometrażowy krążek. Co tu dużo gadać, brzmi bardzo przekonująco. Z wymienionych wyżej instrumentów, nie ma tam chyba tylko saksofonu. Aby przekonać, zamieszczam poniżej link do nagrania kawałka The shore dla francuskiego serwisu Le hiboo (dodaję do sznurków obok), właśnie z tej płyty. Wpasował mi się idealnie w melancholijny nastrój ostatniej soboty karnawału. No i ładnie widać na nim, jak Basia gra na swojej magicznej autoharfie. Miłego odsłuchu. :)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz