21 lipca 2014

la légende du colibri

Mam do dodania jeszcze jedną bardzo ładną rzecz. ZAZ podczas swojego koncertu opowiedziała nam bajkę, która bardzo mi się spodobała...



Un jour, dit la légende, il y eut un immense incendie de forêt. Tous les animaux terrifiés et atterrés observaient, impuissants, le désastre. Seul le petit colibri s'active, allant chercher quelques gouttes d'eau dans son bec pour les jeter sur le feu. Au bout d'un moment, le tatou, agacé par ses agissements dérisoires, lui dit:
- Colibri ! Tu n'es pas fou ? Tu crois que c'est avec ces gouttes d'eau que tu vas éteindre le feu?
- Je le sais, répond le colibri, mais je fais ma part.

Pierre Rabhi

Legenda mówi, że pewnego dnia w lesie wybuchł pożar. Wszystkie zwierzęta były przerażone i obserwowały bezradnie, co się dzieje. Tylko jeden mały koliber zadziałał, nabierając do dzioba po kilka kropel wody i zrzucając je do płomieni. W pewnym momecie pancernik zirytowany tym bezsensownym działaniem, mówi do kolibra:
- Jesteś szalony? Naprawdę wierzysz, że tych kilka kropel pomoże ci ugasić pożar?
- Myślę, że nie, ale swoją część zrobiłem.

Pierre Rabhi

láska k hudbě - jak to vidíme my...

Właśnie wróciłam z festiwalu Colours of Ostrava. Teren festiwalowy mieści się niedaleko centrum miasta, na obszarze przemysłowym Dolní Vítkovice - obiekt znajduje się na liście UNESCO (samo miejsce naprawdę robi wrażenie i można je sobie pooglądać tutaj). Bardzo spodobała mi się organizacja całej imprezy, rozplanowanie scen i klimat, jaki częściowo tworzyli organizatorzy, a częściowo festiwalowicze.
To był niesamowity zlepek perełek muzycznych. Pojechałam tam po to, żeby usłyszeć na żywo ZAZ(!!) i John Butler Trio(!!) - obydwa koncerty mnie zachwyciły i zdecydowanie spełniły moje wieloletnie oczekiwania. Dobrze bawiłam się też na kilku innych. Wiedziałam, że kawał dobrej muzyki da (jak zwykle z resztą) The National, Robert Plant and The Sensional Space Shifters oraz Charles Bradley and His Extraordinaires. Wśród artystów głównej sceny, pozytywnie zaskoczyły mnie (chociaż się tego zupełnie nie spodziewałam) Bastille, John Newman i (najmniej) MGMT. Na całkiem, całkiem oceniam występ Les Tambours du Bronx, chociaż po zaznajomieniu się z ich możliwościami liczyłam na trochę więcej ognia. :) Z występów, które widziałam i uznałam za nie najgorsze, mogę wymienić Goat, Belleruche i Emilię Torrini. Nasłuchałam się też tego, co nazywają muzyką świata - dźwięki rodem z Afryki wygrali i wyśpiewali Angélique Kidjo, Iyeoka i Fanfaraï. Ze spokojniejszych i bardziej nastrojowych brzmień, miałam przyjemność usłyszeć Ólafur Arnalds, Guillaume'a Perret'a i Jamiego Woona. Poznałam polską formację Vołosi i myślę, że to kawał ciekawej muzyki. Do miłych niespodzianek zaliczam Slim Cessna's Auto Club i Eggnoise. Jednak odkryciem festiwalu jest dla mnie zespół Strangers in the City. Nie znałam i odkryłam zupełnia przypadkowo. Na pewno do nich jeszcze wrócę. Kilku zespołów nie udało mi się usłyszeć, ale mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uda mi się to nadrobić.
Podsumowując, za najlepszy koncert festiwalu (jak nie całego mojego życia) uważam występ ZAZ. Natomiast szczytem szczęścia było usłyszeć ze sceny Baby, I'm gonna leave you z repertuaru Led Zeppelin w wykonaniu Roberta Planta. To przerosło moje najśmielsze oczekiwania. :) Chcę tam być za rok!


7 lipca 2014

a w człowieku wciąż na przekór

Ostatnie tygodnie upływają spokojnie i powoli. Czuję się jak na wakacjach. Mam mnóstwo czasu dla siebie i staram się go dobrze spożytkować. Ciągłe przebywanie z ludźmi może być męczące, ale z drugiej strony daje kopa. Bez nich pewnie nie byłoby mnie tutaj i nie robiłabym tego, co robię. Czasami tylko człowiek potrzebuje się od wszystkiego i wszystkich zdystansować. Ostatnio odkryłam, że dobrym na to sposobem jest jeżdżenie na rolkach po Krakowskich Błoniach. Zakładam rolki, zakładam słuchawki na uszy i jadę. Nie ma ani końca trasy (bo jeździć można w kółko), ani ograniczeń czasowych, ani wyznaczonej prędkości. Po prostu jazda. Pusteczko i muzyka, której słucha. I nic poza tym. A dziś obchodzę kolejne urodziny. Już gubię się w rachunkach, które to. Sama sobie życzę spełnienia marzeń.