Właśnie wróciłam z festiwalu Colours of Ostrava. Teren festiwalowy mieści się niedaleko centrum miasta, na obszarze przemysłowym Dolní Vítkovice - obiekt znajduje się na liście UNESCO (samo miejsce naprawdę robi wrażenie i można je sobie pooglądać tutaj). Bardzo spodobała mi się organizacja całej imprezy, rozplanowanie scen i klimat, jaki częściowo tworzyli organizatorzy, a częściowo festiwalowicze.
To był niesamowity zlepek perełek muzycznych. Pojechałam tam po to, żeby usłyszeć na żywo ZAZ(!!) i John Butler Trio(!!) - obydwa koncerty mnie zachwyciły i zdecydowanie spełniły moje wieloletnie oczekiwania. Dobrze bawiłam się też na kilku innych. Wiedziałam, że kawał dobrej muzyki da (jak zwykle z resztą) The National, Robert Plant and The Sensional Space Shifters oraz Charles Bradley and His Extraordinaires. Wśród artystów głównej sceny, pozytywnie zaskoczyły mnie (chociaż się tego zupełnie nie spodziewałam) Bastille, John Newman i (najmniej) MGMT. Na całkiem, całkiem oceniam występ Les Tambours du Bronx, chociaż po zaznajomieniu się z ich możliwościami liczyłam na trochę więcej ognia. :) Z występów, które widziałam i uznałam za nie najgorsze, mogę wymienić Goat, Belleruche i Emilię Torrini. Nasłuchałam się też tego, co nazywają muzyką świata - dźwięki rodem z Afryki wygrali i wyśpiewali Angélique Kidjo, Iyeoka i Fanfaraï. Ze spokojniejszych i bardziej nastrojowych brzmień, miałam przyjemność usłyszeć Ólafur Arnalds, Guillaume'a Perret'a i Jamiego Woona. Poznałam polską formację Vołosi i myślę, że to kawał ciekawej muzyki. Do miłych niespodzianek zaliczam Slim Cessna's Auto Club i Eggnoise. Jednak odkryciem festiwalu jest dla mnie zespół Strangers in the City. Nie znałam i odkryłam zupełnia przypadkowo. Na pewno do nich jeszcze wrócę. Kilku zespołów nie udało mi się usłyszeć, ale mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uda mi się to nadrobić.
Podsumowując, za najlepszy koncert festiwalu (jak nie całego mojego życia) uważam występ ZAZ. Natomiast szczytem szczęścia było usłyszeć ze sceny Baby, I'm gonna leave you z repertuaru Led Zeppelin w wykonaniu Roberta Planta. To przerosło moje najśmielsze oczekiwania. :) Chcę tam być za rok!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz