7 kwietnia 2013

spring is a state of mind

Ostatnio bardzo dużo się działo. Ta wiosna niesie za sobą więcej zmian niż się tego spodziewałam. Dziś zakończyłam piękną przygodę, żeby jutro zacząć kolejną. Będę z sentymentem wspominać ludzi i miłe chwile. Może i straciłam moją moc poruszania niebios, za to teraz będę tu na lądzie przenosić góry - oczywiście w przenośni. Tak czy inaczej, zmiany się już zadziały. Nawet pogoda wydaje się bezpowrotnie przekonywać do wiosny. Teraz dajmy sobie jeszcze kilka dni, żeby obudzić się z zimowego snu. A później do dzieła. :)


sunshine

Na początku marca do Krakowa przyjechał ze swoim zespołem Matisyahu. Dzięki uprzejmości gminy żydowskiej, koncert odbył się w Synagodze Tempel. Połączenie miejsca z koncertem artysty było zabiegiem jak najbardziej udanym, bo przecież Matisyahu znany jest jako czołowy przedstawiciel muzyki izraelskiej. Synagoga Tempel jest natomiast miejscem niezwykłym. To już drugi koncert, jakiego wysłuchałam tamże i muszę przyznać, że w środku panuje niepowtarzalny klimat, trudny do opisania słowami, a jednocześnie nieporównywalny do żadnego innego miejsca koncertowego jakie znam. Jeśli chodzi o sam koncert, to nie było to moje pierwsze podejście do twórczości Matisyahu na żywo. Widać i słychać wyraźnie, że jego muzyka zyskała na lekkości. Kto nie wie, o czym mowa, może prześledzić dyskografię artysty.
A tak na przyszłość, jeśli kiedyś będzie okazja do wysłuchania jakiegokolwiek koncertu w Synagodze, to polecam gorąco, choćby to miał być konkurs gwizdania a capella! :)