No i stało się. Przyszła jesień, już nie tylko w pogodzie ją widać, ale i oficjalnie zawitała w kalendarzu. Na zdjęciu obok jesień w moim wydaniu: na granatowym kocu, z frotowymi skarpetami, kubkiem herbaty, poduchą i książką. A w odtwarzaczu Julia Marcell. Czasami myślę, że gdyby człowiek nie rozpieszczał się takimi wieczorami, jak ten dzisiejszy, to mógłby zwariować...Tymczasem pusteczko wkłada dużo sił i energii w pewną rzecz, której się podjęła. Searching for existing opportunity albo raczej cherchant la possibilité existante. Prace nad październikowym UNSOUND Festival też poszły do przodu. Wszystko powoli, powoli się układa. A dziś stało się coś, co przez cały dzień trzymało mnie w dobrym humorze. Nie zdradzę, o co chodzi, ale powiem, że nic nie dzieje się przypadkiem. :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz