16 czerwca 2014

here it comes, the lonely summer

Całkiem szczerze zwątpiłam, czy kiedykolwiek uda mi się tu wrócić. I oto nadeszło (nie)oczekiwane. Przyjdzie mi spędzić w samotności prawie całe lato. W prawie samotności. Przecież jestem otoczona ludźmi, którzy - mimo wszystko - dobrze mi życzą, więc nie jest to samotność absolutna. Dobra, dobra, bez dramatyzmu. Ale skoro już tu jestem, to chętnie się pochwalę, że przetrwałam poniedziałek. Z samego rana odprawiłam na samolot mojego ulubionego człowieka na świecie. Długo nie będziemy sobie wzajemnie zaprzątać głów, więc i na pisanie bloga kilka minut się znajdzie. Siedzę, popijając Desperadosa, i słucham Jose Gonzales Trio (można posłuchać tutaj). Miałam na dzisiejszy wieczór bardzo ambitne plany, ale czasami w poniedziałki trzeba zwyczajnie wyluzować. I to czasami jest dziś. O, tak...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz