Wczoraj byliśmy w kinie. I to nie pierwszym lepszym kinie. Ponieważ w tym tygodniu sobotni wieczór spędzaliśmy z dala od Krakowa i naszych ulubionych kin studyjnych, potanowiliśmy wybrać się do innego kina, któremu równie daleko do multipleksu, co Pałacowi pod Baranami.
Mowa o kinie Nowość w Będzinie. Rzadko zapuszczam się w tak odległe śląskie mieściny, więc powoli zapominam jak wyglądają. Taka oto wycieczka krajoznawcza przypomniała mi co i jak.
Kino Nowość mieści się w starej żydowskiej kamienicy w centrum miasta. Dziś jest tam zupełnie pusto, ale podobno w latach dwudziestych miejsce tętniło życiem. W kamienicy mieściło się nie tylko kino, ale także synagoga, szkoła, kawiarnia, restauracja, dom publiczny... Czego dusza zapragnie! Jakie to dziwne, że miejsca takie jak to dziś świecą pustkami.
Dlaczego rozpisuję się o kinie zamiast o filmie? Jeśli chodzi o film, to wybraliśmy się na De l'autre côté du périph - film zabawny, acz nie ma się nad czym rozwodzić. Natomiast to kino mnie urzekło. Dziś kamienica jest w stanie fatalnym, a na filmy nikt nie przychodzi. Kiedy przyjechaliśmy na miejsce, przemiła pani właścicielka pytała, czy aby na pewno chcemy obejrzeć ten film, biorąc pod uwagę, że byliśmy jedynymi widzami na dwustuosobowej sali. Zapytała grzecznie, czy możemy poczekać jeszcze trochę, bo może zjawi się jeszcze jakiś zbłąkany spóźniony widz. W zamian za to nasypała nam darmowego popcornu i zrobiła herbatkę w czasie seansu. Urocze, prawda? :) Jeśli ktoś chciałby poczytać więcej o historii kina, to zapraszam na stronę.
Szkoda, że kina studyjne przędą tak cieńko w miejscach zdala od wielkich kulturanych centrów. Problemy z finansami, problemy z przyciągnięciem uwagi okolicznej "klienteli" i tym podobne sprawy.
A my kina studyjne lubimy i będziemy chodzić i tak. :)


