30 stycznia 2011

pożegnanie


może się spotkamy znów po kilku latach,
może właśnie tutaj lub na końcu świata!
będziesz wtedy inna - ja wciąż taki sam -
może nam się uda zacząć jeszcze raz...

wrócę tu na pewno, gdy nadejdzie pora –
zapamiętaj tylko, co mówiłem wczoraj...
zapamiętaj tylko, że się nie zmieniłem -
myślę, co myślałem, wierzę w co wierzyłem!

wrócę, gdy zrozumiesz - już po kilku latach -
może właśnie tutaj będzie koniec świata!
będziesz wtedy inna - ja wciąż taki sam
może nam się uda zacząć jeszcze raz!

15 stycznia 2011

słucha się

Gubię się czasami. Jak za dużo myślę, zamiast robić, to skutki są raczej niedobre. Później człowieka ogarniają jakieś potworne nihilistyczne myśli i wszystko zaczyna się kruszyć. Wysłałam ważny list. Jutro adresat ma go przeczytać. I może to być powodem do łez, do śmiechu, do chandry, do zadowolenia, do obżarstwa, do pijaństwa... Tyle może spowodować jeden list! A mnie akurat koncentracji trzeba.
Wczoraj byłam w Żaczku na koncercie Très.B. O zespole i ich poprzednim krakowskim koncercie pisałam tu. Tym razem miło było, ale króciutko. Misia ma śliczny wokal. Bezsprzecznie. Mam nadzieję usłyszeć zespół jeszcze w najbliższym czasie przy jakiejś długometrażowej okazji. ;)
A teraz słucham Ciemnej Strony Mocy w PR. Ładnie, klimatycznie plumka. A kto zdąży przeczytać tę notkę w miarę szybko, ten załapie się jeszcze na odtworzenie koncertu Radiohead, bo ma być wyemitowany około pierwszej. Sznurek do strony radia znajduje się obok.

13 stycznia 2011

copie conforme

W środę byłam w kinie na Copie conforme. Film jest produkcją francusko-włosko-irańską z marca 2010 roku, czyli to jeszcze jakby świeżynka francuskiej kinematografii, nagrodzona Złotą Palmą w Cannes dla Juliette Binoche jako najlepszej aktorki. I według mnie słuszna to nagroda, bo Binoche niewątpliwie pokazała klasę. Zresztą lubię większość odgrywanych przez nią w filmach postaci. One wszystkie wydają się do siebie podobne, właśnie przez jej ciepłą osobę. Kiedyś nie uważałam kina francuskiego za wyznacznik dobrego gustu (może akurat trafiałam na złe filmy). Odkąd bywam na seansach Instytutu Francuskiego, powoli przekonuję się do nich. Kino każdego narodu ma swoje naleciałości, przypisane tylko i wyłącznie sobie. Można tego nie lubić albo zaakceptować i uznać za uroczą różnorodność punktów widzenia.
Akcja Copie conforme jest prawie żadna - jak to we francuskich ambitnych filmach bywa. Dlaczego więc go polecam? Bo naprawdę jest poruszający. Nadrabiają kadry, piękne włoskie widoki i same dialogi dają do myślenia dużo bardziej niż kilka filmów akcji razem wziętych. Dysputy o sztuce niepostrzeżenie stają się dysputami o życiu i miłości. Brzmi to nudno i banalnie, ale ten film nie jest taki, o nie! Copie conforme oznacza tyle, co wierne odwzorowanie. W sensie dosłownym, mowa o sztuce. Między wierszami mowa o tym, że banalne problemy codzienności nie są niczym oryginalnym, dotyczą wszystkich. Bo nawet najbardziej rozważni mają emocje, to właśnie czyni ludzi - ludźmi. Poza tym, miło było posłuchać przeplatanek francuskiego i angielskiego z włoskim...

Instytut Francuski w Krakowie organizuje (prawie) co środę wieczory kinowe, na których można oglądać produkcje francuskojęzyczne w oryginalnej wersji językowej (bez dubbingu, bez napisów i innych rozpraszających rzeczy). Projekcje kiedyś odbywały się w kinie Mikro, teraz zostały przeniesione do kina Agrafka. O seansach, jak i o różnych innych ciekawych przedsięwzięciach Instytutu Francuskiego, można poczytać w programie, który znajduje się na instytutowej stronie internetowej. Seanse serdecznie polecam językowcom i innym zainteresowanym. Wspomniałam już, że wstęp na wszystkie projekcje jest darmowy?