14 grudnia 2010

kropki, kreski

W między czasie wyszła na światło dzienne płyta Brodki. Trochę czasu minęło, zanim się przekonałam, że warto ją przesłuchać i napisać o niej. Dlaczego długo? Bo odkąd kilka lat temu ktoś nakłonił dziewczynę do zagrania na jednej z bardziej komercyjnych imprez sylwestrowych, przestałam traktować jej muzykę poważnie. A dlaczego warto napisać o nowej płycie? Bo jest inna. Pamiętam z czasów, kiedy słuchałam bardzo dużo radia, że każdy muzyk-pseudo-artysta mówił o nowej płycie, że 'ten krążek jest zupełnie inny od poprzedniego' bo nagrywałem go w innym studiu, po bo pisałem na kolanie, bo wylałem herbatę na kable, bo to, bo tamto. I mimo tych rozległych doświadczeń słuchaczaki radiowej przyznaję otwarcie: nowa płyta Brodki jest inna niż poprzednie i ta różnica wali po oczach (i uszach). Już nie jest tak banalna, bardziej zmanierowana, łatwiej zapadająca w moje ucho. Brakuje mi na niej pięknego Brodkowego niskiego tonu, bo się tam nie pojawia, a pewnie nie ja jedna zauważam, że ta dziewczyna ślicznie brzmi, kiedy śpiewa niskim głosem. Ale, ale - w wysokich tonach daje radę. Za zmianą stylu granego idzie zmiana powszechnie określanego wizerunku (ach, nie znoszę słowa image w tym znaczeniu!) i w ogóle zmiana audytorium - może nie o sto osiemdziesiąt stopni, ale o jakieś sto, to na pewno. A skoro zmiana audytorium, to zmiana środków przekazu - grają w innych stacjach radiowych, piszą w innej prasie. Według mnie zmiany in plus. Uwolnienie od konwencji komercyjnej, z rozmachem, ale (póki co) w dobrym guście. Pasuje. Byle nie przerodziło się to w manieryzm nieuzasadniony. To duża odpowiedzialność za utrzymanie stylu. Popatrzę, posłucham, zobaczę co będzie dalej. Na razie płyta Granda oceniona na plus. I nie omieszkam dodać, że jeden z kawałków na krążku jest napisany en français. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz