16 grudnia 2010

hearing damage

Powrót dźwięków dobrych i sprawdzonych.
Moim ulubionym soundtrackiem jest ścieżka do ekranizacji drugiej części sagi Stephenie Meyer. Mowa oczywiście o Twilight - New Moon. Samej sagi nie czytałam, choć słyszałam z wielu stron, że warto, że porywająca lektura. Może i warto, mnie tam nigdy gatunek fantasy nie pociągał, a już wampiry i wilkołaki tym bardziej. A film, cóż, słaby. Moje zaznajamianie się z ekranizacjami zaczęłam od środka sagi, później nadrobiłam braki i obejrzałam wszystkie nakręcone części. Muszę przyznać, że co do swojej przeciętności i banalności są spójne.;) Ale nie o tym, nie o tym, tylko o soundtracku. Nie wiem dlaczego - poruszył mnie za pierwszym razem i od tamtej pory robi to niezmiennie. Wśród muzyków nagrywających trafiło się kilka perełek: Lykke Li, The Killers, Bon Iver, St. Vincent, Editors, Grizzly Bear, Sea Wolf, no i mistrz nad mistrze, jeden z najbardziej znanych kompozytorów soundtracków Alexander Desplat. Może kiedyś poświęcę mu osobną notkę, bo tyle dźwięków jednocześnie nie można udźwignąć w krótkiej notatce. A żeby tak nie wychwalać rzeczonego soundtracku bez żadnej karty przetargowej, zamieszczam jeden z moich ulubionych kawałków - według mnie, wśród tych smaczków, najsmaczniejszy, autorstwa wspaniałego muzyka, który wiele dobrego przeskrobał. Tom Yorke i od razu jest czym uszy cieszyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz