Bo wszyscy silą się na podsumowania. Płyta roku, film roku, tekst roku, wydarzenie roku... Ludzie lubią konkluzje. Lubią jak z czegoś wynika jakieś inne coś. Jakby nie wiedzieli, że jutro i tak nastąpi - z nimi lub bez ich udziału.
A mój dwutysięczny dziesiąty był... niczego sobie. Ze spokojem mogę go podsumować stwierdzeniem, że dostałam więcej śmiechu niż łez. No i dużo się nauczyłam. Pamiętam swoje zeszłoroczne postanowienie, bo miałam tylko jedno. Udało się. Postanowienie zostało wypełnione. Czasami coś mi się udaje.
A nowy rok, cóż, pewnie taki sam jak wszystkie poprzednie nowe lata - przyniesie niespodzianki. :) Stawiam w tym miejscu wielki znak zapytania. Swoją drogą, to takie ekscytujące, że nie znamy ciągu dalszego, bo on przecież dopiero nastąpi. Nie możemy tego przewinąć ani wygooglować. Hmm...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz