2 stycznia 2011

śmiechu mi trzeba na te dziwne czasy

Wróciłam w wojaży. Słowa złego nie powiem o PKP, które w tym tygodniu trzykrotnie spóźniło się mniej niż piętnaście minut i zwiększyło ulgę studencką. Jednak nie spędziłam Sylwestra gapiąc się na padający śnieg i słuchając Four Tet. Z kilku powodów - jednym z nich był brak padającego śniegu tego dnia w miejscu, gdzie mnie akurat poniosło. Podobnie jak w zeszłym roku, przytuliła mnie Wielkopolska. Bardzo serdecznie mnie przytuliła i na pewno będę to przytulenie dobrze wspominać przez długi czas.
Witaj, dwutysięczny jedenasty roku, w którym będę się częściej uśmiechać.

niech dźwięczy, męczy
- aż do zadyszki
śmiechu mi trzeba przede wszystkim!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz