23 grudnia 2010

so you better move fast!

Dziś obiecana kilkanaście postów wcześniej notka o Rilo Kiley.
Otóż Rilo Kiley to kalifornijska formacja. Grają sobie trochę rockowo, trochę popowo, a trochę takim przyjaznym szmerem delikatnego folku. I to grają już - ho, ho - ponad dziesięć lat, bo ich początki to końcówka lat dziewięćdziesiątych. Od tamtej pory nagrali jedną EPkę i cztery pełne albumy, ostatni to wydany w 2007 roku Under the blacklight. Chociaż jestem zaznajomiona tylko z jedną płytą The execution of all things z 2002. Lekka, przyjemna, trochę ładnego strunowego grania. Wokal rudowłosej Jenny Lewis jest całkiem przyjemny. Poza nią w zespole jest trzech panów, przyśpiewują, przygrywają na gitarach, klawiszach, perkusji - klasyk rodzaju, ale miły dla ucha. Cóż tu dużo rozkminiać, zespół jest znany głównie w USA, bo tam grali większość swoich koncertów (a było tego sporo!), po Europie mieli dwie trasy w latach 2005 i 2007. Rok później zaprzestali koncertowania po dzień dzisiejszy.
Pod spodem zamieszczam kawałek With arms outstretched, to chyba jeden z najbardziej rozpoznawalnych, w oryginale słychać cymbałki i przez to brzmi całkiem, całkiem świątecznie, ale - co poradzić - lubię wersje koncertowe, zwłaszcza kawałków, których teksty zna na pamięć całe audytorium. ;) I co z tego, że to słabsze jakościowo? Brzmi cieplej. Koncert z Baltimore z lipca 2008 roku. Wybrałam wersję z możliwie małą liczbą pisków szalonych nastolatek w pierwszych rzędach, za to kręconą z takiej perspektywy, z której zwykłam patrzeć na muzyków podczas koncertów (znaczy się: żabia perspektywa;)). Miłego odsłuchu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz