22 grudnia 2010

cross your fingers, hold your toes

Choinka już wystrojona, a ja słucham Laury Marling.
Laura Marling to młodziutka piosenkarka rodem z Wielkiej Brytanii. Jej muzyka to pomieszanie folku, tego folku z przytupem obcasa, z czymś delikatnym i spokojnym, słychać gitarę, skrzypce oraz kilka instrumentów, których nie potrafię nazwać z moją laicką wiedzą, w każdym razie brzmi ciekawie. Laura zaczynała - jak wszyscy - od supportów. Obecnie jeździ ze swoją muzyką po całym świecie, dosłownie po całym, z kontynentu na kontynent. Zresztą dobiega końca jej trasa koncertowa, ostatni koncert zagra w USA jako support Iron&Wine (o tym innym razem). Trasa promuje najnowszy krążek I speak because I can. Nie jest to pierwsza płyta Laury, poprzednia została wydana dwa lata temu pod tytułem Alas I cannot swim. Według mnie pierwsza płyta była ciekawsza, choć z drugiej strony ta jest już bardziej ukierunkowana na konkretne brzmienie, konkretną konwencję. Sami oceńcie. Ma coś w sobie to młode dziewczę, ale myślę, że muzyczna perfekcja przychodzi z wiekiem, więc na powalające efekty poczekamy. Jednak z czystym sumieniem mogę napisać, że jest obiecująco. Obie płyty przyjemne dla uszu na czas świąteczny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz