Jak to jest, że z niektórymi ludźmi moglibyśmy gadać bez końca, a z innymi mimo wielu starań ciężko znaleźć jeden wspólny temat. Od czego to zależy? Za dużo myślenia, za dużo. Dziś pusteczko straciła jedną pracę, a za dwa tygodnie pożegna się z drugą. Tak to już jest - coś się zaczyna, coś się kończy. Mam sporo zaległości, więc czas je wreszcie nadrobić. W ostatnich dniach bardzo dużo rozczarowań. Pamiętam jak pisałam, że dwa rozczarowania na jeden tydzień to za dużo, nawet jak na puste serce - teraz jest ich do udźwignięcia dużo więcej. I prawda to najprawdziwsza.
A propos pustego serca, w andrzejkowy wieczór wylałam z wosku niezidentyfikowany kształt, który zgromadzenie jednogłośnie i niejednoznacznie okrzyknęło jako jakiś organ. Mogła to być moja zalana kofeiną wątroba, tego nie wiem.
W konkluzji smutnych rozważań, zamieszczam na pociechę ładny film nakręcony na ulicach Krakowa. Jest prawdziwie wzruszający, warto obejrzeć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz