26 kwietnia 2012

anyone can play guitar?

Żeby za spokojnym sumieniem przejść po festiwalu do porządku dziennego, zamieszczam krótkie podsumowanie. Po raz kolejny miałam okazję brać udział w czymś wielkim. To sprawia dużo radości i uzależnia. Czasami zastanawiam się, czy nie będzie z całego tego szczęścia samych nieszczęść.
Nawet nie wiem od czego zacząć. Jeśli chodzi o repertuar, jaki udało mi się zobaczyć przy okazji tegorocznej edycji OFF Plus Camera, to muszę przyznać, że przez kilka dni szczęśliwy traf pozwolił mi spijać samą śmietankę kina niezależnego. Poczynając od duńskich klimatów, pełnych ciepła (Teddy Bear), i bliskich im skandynawskich historii o życiu (Headhunters, She Monkeys), poprzez klasyczne filmy drogi (Bellflower) i opowiadania o tym, jak widzi się świat, kiedy ma się kilkanaście lat (Margaret, Electrick Children, Mosquita y Mari), a skończywszy na naprawdę wzruszających wątpliwościach (Pół na pół, The Lie). Było też kino albańskie (Przebaczenie krwi) i izraelskie (Konserwator) - może tematyka nie zawsze zrozumiała, ale przez to piękna po trosze. Widziałam też trzy polskie produkcje (Ki, Lęk wysokości, Droga na drugą stronę) - wszystkie trzy bardzo dobre. No i było mi dane obejrzeć dokument o wielu wielkich muzykach (Anyone can play guitar). Kilka filmów do mnie nie przemówiło, ale o nich pisać nie będę. Cieszę się, że udało mi się zobaczyć tak wiele. Niezmierni dużo radości przyniósł mi ten festiwal. Przez kilka dni z niesamowitymi ludźmi robiłam niesamowite rzeczy! Chciałabym to kiedyś powtórzyć.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz