10 listopada 2010

miłość bez happy endu z cymbałkami w tle

The Swell Season poznałam dwa lata tem dzięki filmowi Once. Sam film jest jednm z najbardziej urokliwych, jakie do tej pory oglądałam. Opowiada historię, która nie kończy się happy endem - może właśnie dlatego oceniam ją bardzo dobrze. Film jest przepełniony piękną muzyką w wykonaniu człnków The Swell Season właśnie. Są nimi Czeszka Markéta Irglovà (pianino, gitara) i Irlandczyk Glen Hansard (gitara). Pięknie grają i śpiewają, a pomagają im liczni soliści i instrumentaliści na basach, bębnach, klawiszach, cymbałkach, smyczkach... Długa lista. Całość brzmi przekonująco. The Swell Season można było usłyszeć na żywo w Polsce podczas jeszcze trwającej trasy koncertowej, promującej najnowszy krążek Strick Joy - jeszcze się zaznajamiam, ale już wiem, że jest wart polecenia. Poniżej mój ulubiony kawałek z soundtracku do filmu Once (zespół jeszcze pod starą nazwą - The Frames). Intro nie takie jak zwykle, trochę rozstrajające, ale samą piosenkę bardzo lubię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz