8 stycznia 2011

szpinakowy zwrot akcji

Dzisiejszym eksperymentem kuchennym były naleśniki ze szpinakiem.
Ciasto naleśnikowe - klasycznie: dwa jajka, mąka, mleko, a cukier i sól do smaku (można dodać olej, wtedy ciasto się nie przypala tak łatwo i nie trzeba używać oleju na patelni do smażenia). Natomiast do farszu trafia paczka mrożonego szpinaku (mamy jeszcze zimę, cudów nie ma) w niedużej ilości mleka (około pół szklanki) lub małej śmietanie - co kto woli. Do tego dodaje się drobno posiekane dwa ząbki czosnku i jedną czerwoną paprykę. Paprykę można wcześniej trochę podgotować - wtedy będzie mniej twarda, ale można też wrzucić surową. Tą mieszankę podgrzewa się aż do momentu, kiedy zacznie wrzeć i zdejmuje z ognia. Do tego dodaje się sto gram startego żółtego sera (dowolnego, tym razem gouda). Całość doprawia się do smaku - solą, pieprzem, oregano i bazylią. Następnie naleśniki zwija się i układa na blasze lub naczyniu żaroodpornym (spód powinno się posmarować masełkiem) i wkłada do piekarnika na przysłowiowe pięć minut, temperatura około sto pięćdziesiąt stopni. Dzięki temu starty ser stopi się pod wpływem temperatury, a całość na ciepło smakuje dużo lepiej. Obok obrazek naszego dzieła - ma tak wdzięczne kolory, że chciałoby się zjeść je wzrokiem. Całość pycha, mniam. Polecam.

Doprawdy nie wiem, jak to się dzieje, że ostatnio więcej czasu spędzam w kuchni niż słuchając muzyki. Jakby nie było - dziś koncert Pauli i Karola. Idę z więcej niż jedną parą chętnych uszu. ;)

2 komentarze:

  1. Naleśniki ze szpinakiem - pychota;-)
    Mam dużo dobrych wspomnień z tymi zapiekankami z Kazimierza.

    OdpowiedzUsuń
  2. ach, kazimierzowe zapiekanki to jest coś - kto nie jadł zapiekanek z Kazimierza, ten nie był w Krakowie, ale naleśniki ze szpinakiem to zupełnie inna bajka:)

    OdpowiedzUsuń