Czas najwyższy na napisanie czegoś sensownie. Ostatnimi czasy zaniemogłam twórczo. To przez praktyki, bo podczas pracy piszę dużo tekstów, których literacki poziom - co tu wyjaśniać - musi być niski. Przez to trochę zbrzydła mi klawiatura. Ale oto jest! Powróciła do mnie wena. I pisać przecież też jest o czym, bo przez cały ten czas twórczej niemocy życie nie stało w miejscu.
Otóż już jakiś czas temu byłam w Kinie Kijów na projekcji z cyklu Noc z klasyką. Kino organizuje wieczory filmowe, podczas których można obejrzeć prawdziwe kinowe rarytasy. Tym razem - Casablanca i Pół żartem, pół serio. O fenomenach obu tych filmów nie ma się chyba co rozpisywać. Znane. Lubię te wszystkie stare produkcje. Kiedyś kamera przedstawiała świat w inny sposób, prostszy niż dziś, może bardziej naiwny, ale miało to sporo uroku. No i te obsady! Nie wiem dlaczego, ale darzę sympatią postacie kreowane przez Ingrid Bergman. Miała to szczęście, że zawsze na planie przy jej boku grali faceci powszechnie uwielbiani - taki Paul Hendreid czy Humphrey Bogart. Tony Curtis w parze z Marylin Monroe też niczego sobie. Uśmiałam się przy komedii tak, jak dawno nie zdarzyło mi się śmiać w kinie - ostatnio chyba jakieś trzy lata temu na Butelkach zwrotnych.Jeśli chodzi o cały cykl Noc z klasyką, to zdecydowanie polecam. Wróciłam do domu piechotą o trzeciej w nocy i przez całą drogę podśmiewałam się głupkowato z żartów Billego Wildera - scenariusz napisano w latach pięćdziesiątych, a bawi do dziś. O tym cyklu i wielu innych, jakie odbywają się w Kijowie, może poczytać na stronie internetowej kina. Zachęcam do zapoznania się. Warto.
Nawiązując do klasyki kina i starych czarno-białych produkcji, i tak przyznaję, że moją faworytką w gronie pięknych dam jest Audrey Hepburn, najlepiej w parze z Gregorym Peckiem. Hmm, chyba czas obejrzeć sobie Rzymskie wakacje. Załóżmy, że poniedziałkowy wieczór z butelką wina i ckliwą historią o szczęściu w miłości, to będzie całkiem dobry plan...
Nawiązując do klasyki kina i starych czarno-białych produkcji, i tak przyznaję, że moją faworytką w gronie pięknych dam jest Audrey Hepburn, najlepiej w parze z Gregorym Peckiem. Hmm, chyba czas obejrzeć sobie Rzymskie wakacje. Załóżmy, że poniedziałkowy wieczór z butelką wina i ckliwą historią o szczęściu w miłości, to będzie całkiem dobry plan...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz