To najprawdziwsza prawda. Ludzie nie umierają ze starości, tylko z goryczy. Długo nad tym myślałam. Bardzo długo. Pewnie za długo. Przez to myślenie zaniedbałam pusteczkowego bloga i kilka ważniejszych od niego spraw. W międzyczasie wydarzyło się dużo. Odbyło się kilka dobrych koncertów, kilka dobrych książek wpadło mi w ręce, poczyniłam pewne postępy w planie ogólnie pojętej samorealizacji, a nawet przebyłam podróż na koniec świata i z powrotem (o wszystkim, co pamiętam, napiszę!).
Zastanawiałam się, co jest ze mną nie tak. No to już wiem. Dziś rodzicielka uświadomiła mi, że jestem niezwykle niesympatyczna i że pierwsze słowa, jakie z siebie wypuszczam przy poznaniu nowej osoby, ostatecznie rujnują ewentualne dobre wrażenie o mnie. Rodzicielka zazwyczaj ma rację. To ta niesympatyczność - pewnie dlatego prawie nikt poza nią nie pamięta o dacie moich urodzin. Być może to także jest przyczyną kilku innych smutnych incydentów. O, ironio. Nigdy nie myślałam o sobie, jako o istocie, której można się bać.
Tak czy inaczej, odwracając częściowo uwagę czytelnika od mojej osoby i skupiając ją na tytule notki, komunikuję radośnie, że pusteczko powraca. Będzie znów obecna i rozpisana. Bo postanowiła sobie, że jeszcze nie. Jeszcze nie umrze z goryczy. Życie, to dopiero jest wyzwanie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz