4 stycznia 2011

sesja też może być słodka

Pierwsze oznaki mojego noworocznego zapału objawiły się w kuchni. Wszyscy, którzy mnie znają, wiedzą, że tam akurat nie wymiatam, więc jeśli już coś mi się uda, to jestem z tego dumna (nawet jeśli są to rzeczy powszechnie uznane za 'proste').
I w tej dumie powstały naleśniki z musem bananowym.
Na mus bananowy należy zetrzeć albo zmiksować banany i dodać odrobinę śmietany, żeby nie było za słodko. Można dodać cynamonu do smaku, ale co kto woli - osobiście uwielbiam zapach i smak cynamonu, więc sypię sobie konkretnie. Jak zrobić ciasto naleśnikowe, teoretycznie każdy wie (skoro ja wiem, to chyba każdy;)) - dwa jajka, mąka, mleko, a cukier i sól do smaku.
Wersja studencka, czyli dla tych, co nie mają czasu na gotowanie (albo umiejętności). Moja rodzicielka mówi, że to jest grzesznie kaloryczne - pewnie ma rację. Ale żeby się trochę usprawiedliwić, wspomnę, że banan, zawiera witaminy (B1, B2, B6, C, E), potas, magnez i wapń. No wprost idealnie na czas zimowej sesji, kiedy to namiętnie wypłukuję z siebie magnez litrami kawy. I takie oto słodkości sobie dziś serwujemy w mieszkaniu. Niebo w gębie! Polecam.

3 stycznia 2011

overshare

Tuż przed Sylwestrem dostałam spóźniony prezent gwiazdkowy: płytę Overshare Pauli i Karola. O samych muzykach pisałam już wcześniej o tu, ale o krążku nie mogę nie napisać, bo tak z niego nacieszam, że to niepojęte. :) Overshare polecam po stokroć, bo chociaż mamy środek zimy, to ta muzyka sprawia, że mam w głowie lato, myślę o truskawkach, trampkach i wycieczkach rowerowych. Słucham w tramwajach, pociągach i idąc piechotą na wydział. Dzięki temu, w moim mniemaniu, wiosna bliżej.

Ach, i jeszcze jedno! W ramach promocji płyty ruszyła naturalnie trasa koncertowa. W najbliższą sobotę Paulę i Karola będzie można usłyszeć w krakowskim Klubie Bomba przy Placu Szczepańskim (a dzień później w katowickiej Hipnozie). Na koncert krakowski - wstęp wolny. Samotnie raczej nie pójdę, bo nie lubię słuchać w samotności muzyki na żywo, ale z drugą parą uszu - chętnie się wybiorę. :) Czas pokaże.


2 stycznia 2011

śmiechu mi trzeba na te dziwne czasy

Wróciłam w wojaży. Słowa złego nie powiem o PKP, które w tym tygodniu trzykrotnie spóźniło się mniej niż piętnaście minut i zwiększyło ulgę studencką. Jednak nie spędziłam Sylwestra gapiąc się na padający śnieg i słuchając Four Tet. Z kilku powodów - jednym z nich był brak padającego śniegu tego dnia w miejscu, gdzie mnie akurat poniosło. Podobnie jak w zeszłym roku, przytuliła mnie Wielkopolska. Bardzo serdecznie mnie przytuliła i na pewno będę to przytulenie dobrze wspominać przez długi czas.
Witaj, dwutysięczny jedenasty roku, w którym będę się częściej uśmiechać.

niech dźwięczy, męczy
- aż do zadyszki
śmiechu mi trzeba przede wszystkim!