13 kwietnia 2011

kropla historycznej wiedzy w krakowskim morzu

Otóż w poniedziałki można za darmo zwiedzać niektóre miejsca należące do Muzeum Historycznego Miasta Krakowa, między innymi Podziemia Rynku. Zatem poszliśmy tam...
Pierwsze wzmianki historyczne o Krakowie pochodzą mniej więcej z okolic dziesiątego wieku - wtedy powolutku, powolutku stawał się już ważnym węzłem komunikacyjnym. W wieku trzynastym (dokładnie w 1241 roku) miasto zostało oblężone przez Tatarów. To właśnie upamiętnieniem tego wydarzenia jest urwany hejnał z Wieży Mariackiej. Po najeździe znaczna część miasta została zniszczona, więc w 1257 roku miała miejsce tak zwana Wielka Lokacja - podpisano dokument lokacyjny na prawie niemieckim, na mocy którego ustanowiono nowy porządek przestrzenny miasta. Właśnie za sprawą Wielkiej Lokacji ulice wokół Starego Rynku mają taki układ, jak obecnie.
Od tamtej pory Stary Rynek (jeszcze wtedy nie był stary!) stał się najważniejszą przestrzenią publiczną miasta. Zjawiskiem, jakiemu można się przyjrzeć w podziemiach, było podnoszenie się poziomu rynku - w wyniku ciągłego rozgardiaszu, jaki tam panował, poziom ten od czasów średniowiecznych podniósł się aż o kilka metrów, co oznacza, że obecne piwnice kamienic były kiedyś na poziomie parteru. A to ciekawe!
Muzeum znajdujące się w podziemiach Starego Rynku to jedno z nielicznych muzeów interaktywnych w Krakowie. Można się w nim zważyć i zmierzyć w średniowiecznych jednostkach wagi i miary, a później przeliczyć własną wagę na kilogramy i wzrost na centymetry. Dla maluchów jest sala, gdzie mogą posłuchać legendy o dawnym Krakowie. Można obejrzeć film przeglądowy historii Polski na półokrągłym ekranie, jak też dużo innych filmów krótkometrażowych o historii miasta. No i w końcu można zostać opieprzonym przez średniowiecznego handlarza - bezcenne! Z wszystkich eksponatów, jakie widziałam w podziemiach, najbardziej podobały mi się ruchome portrety królów polskich - kichali, puszczali oczko albo przeganiali sobie ręką muchę sprzed nosa. :)
Zdecydowanie polecam wizytę w Podziemiach Rynku - spodoba się nie tylko zapalonym historykom. Dobry pomysł na wolne poniedziałkowe popołudnie. Poniżej widok, który zawiśnie sobie nad moim łóżkiem...

9 kwietnia 2011

ach, jaka piękna jest ojczyzna nasza z lotu ptaka!

Przyszła wiosna i to na dobre. Trochę deszczu od czasu do czasu oczyszcza powietrze, ale temperatury na zewnątrz są już całkiem, całkiem sprzyjające spacerom. Dlatego w poprzednią niedzielę zorganizowaliśmy ze znajomymi wyprawę na krakowskie kopce. Śliczne jest miasto Kraków, kiedy patrzy się na nie z takiej perspektywy...
Otóż cała wyprawa rozpoczęła się u podnóży Kopca Kraka. Kopiec Kraka ma to do siebie, że widać z niego południową i centralną część miasta jak na dłoni. Idealne miejsce na piknik! Tego pomysłu jeszcze nie udało mi się zrealizować, ale  mam do tego Kopca duży sentyment, więc może kiedyś... Nasza wyprawa ruszyła na kolejne szczyty.
Udaliśmy się przez Rynek Podgórski w stronę Wisły. Przeszliśmy rzekę Kładką Bernadką. A tam mnóstwo, mnóstwo przypiętych kłódek zakochanych. Czy to wzruszające, czy pospolite, nie mnie oceniać. Sama kładka dla pieszych i rowerzystów jest według mnie świetnym rozwiązaniem - można przejść na drugą stroną Wisły bez konieczności wdychania samochodowych spalin.
Dalej ruszyliśmy bulwarem Kurlandzkim i bulwarem Czerwieńskim w stronę Wawelu. Ponieważ był to piękny słoneczny weekend, musieliśmy wykonać zgrabny slalom między rowerzystami i przechodniami. Odbiliśmy w stronę Alei Washingtona - aż na sam Kopiec Kościuszki. A tam widok przepiękny! Zawsze mnie wzrusza,  nie wiem dlaczego.
Po krótkim odpoczynku maszerowaliśmy dalej w stronę Lasku Wolskiego. Całkiem przyjemny spacer z jednym stromym podejściem tuż przez ogrodem zoologicznym. I osiągnęliśmy ostatni cel naszej wyprawy - Kopiec Piłsudskiego. Jesteśmy na tyle stuknięci, że ścigaliśmy się na szczyt, kto pierwszy ten lepszy! Widok śliczny, zwłaszcza widok w kierunku Balic i Zalewu Budzyńskiego. Podsumowując, nasz spacer (można to tak nazwać) był udany. Pogoda dopisała, widoki z kopców nieziemskie, no i mnóstwo śmiechu po drodze. Trasa ma około piętnastu kilometrów i zajęła nam sześć godzin, przy czym w czas wliczone były posiadówki na szczytach kopców i nad Wisłą. Polecam wszystkim tym, którzy chcieliby zobaczyć Kraków z trochę innej perspektywy niż tylko od strony Starego Rynku. Warto, zapewniam!
Tytuł notki jest cytatem z kawałka Piotra Bukartyka Niestety trzeba mieć ambicję. Nie znalazłam wartego oglądania video, ale poniżej można sobie posłuchać. Odkąd usłyszałam Bukartyka na żywo na bieszczadzkim festiwalu, pokochałam ten utwór, bo życie to piękna forma lotu. :)

4 kwietnia 2011

szczęście z wami, cicho ze mną

Uwaga, uwaga. Dziwne dziwności się tu dzieją. Znalazłam dziś w przedpokoju pocztówkę. Nic nie byłoby w tej kartce dziwnego, gdyby nie to, że nie mam zielonego pojęcia, co robiła w moim przedpokoju. Mogę przysiąc, że jeszcze wczoraj jej tam nie było. Ktoś ołówkiem zanotował następujące: cała jaskrawość str. 82. Jako wiecznie stachurowe dziecko, zainteresowałam się sprawą. Oczywiście to, czego się dowiedziałam, wcale nie wyjaśnia zaistnienia rzeczonej pocztówki w moim mieszkaniu. Historia te nie zyskała dzięki osiemdziesiątej drugiej stronie żadnej puenty, ani nie można z niej wysnuć żadnych wniosków. Postanowiłam jednak o tym niewyjaśnionym zajściu pocztówkowym napisać.